strona główna




2011-09-26 20:48:11

Qrwa


Wściekła jestem.
Pocieszam się lekko buddyzmem, uspokajam, ale wyłazi. Zło z wilka. I do lasu.
Bo do tyłu z kasą jesteśmy, jak zwykle. Bo przecież nie spłaciliśmy wszystkiego.
Bo jak spłacimy, to przeciez jest kredyt hipoteczny , tysiaczek, bo czynsz, bo prąd, gaz. Normalka.
Szkoła nie zeszła nam z czesnego zatem za szkołę 600zł. WIęc znów mamy wydatkó więcej niż przychodów, bo jak przeżyć za 1000 zł na jedzenie?
Może ktoś umie, ale ja nie. Nie wiem, jak radzą sobie bezrobotni.  Na jedno śniadanie schodzi bochenek, generlnie liczyć trzeba dwa dziennie. Liczmy po 2 zł za chleb przy sprzyjających wiatrach a wiadomo jak jest. 4 zł razy 30 dni. Mleko, masło, jakiś ser, mięso. Zapłącić za obiady w szkole i mieć na paliwo. Jak sobie ludzie radzą? Nie kupuję słodyczy do domu. Czasem kiążkę za 4,90.
Dom mam dalej nieurządzony. Jak ludzie sobie radzą. Ile mam liczyć na głowę, żeby starczyło do końca miesiąca?
czemu każdy doatkowy wydatek odbija się echem...
Mam dośc. Gównianego świata. tej karmy, co mnie dopadła.
Nie chce mi się zyć i nie mam PMS-a. Po prostu może faktycznie ubezpieczyć się i zginąc w wypadku. Spłaciliby po mnie hipotekę może i jakoś zyli.
po prostu mi sie już nic nie chce.
Czasem mam nadzieję, że będzie lepiej. W tym miesiącu odłożyłam ten cholerny 1000 zł na życie. pewnie że się nie uda, no bo wyskakują rzeczy w szkole.
Cholera przecież ja wcale mało nie zarabiam!
A ciągną się gówna miesiącami.

A przecież za dwa lata mam ze skarbówką się rozliczyć.
I siostrze oddać kasę.
Jestem zła na siebie, głupotę swoją. I gdyby powtarzać życie to nie wiem, czy wielu rzeczy nie zrobiłabym inaczej.
Z perspektywy czasu sprzedałabym dom za mniejsze preisy, kupiłabym mieszkanie. Bez kredytu. Poszłabym na ekonomie, bo mój humanistyczny mózg nie pojmuje najwyraźniej funkcji "idziesz na..." i " jeśli". Nie zlicza sum poprawnie, nie dodaje procentów, żeby mieć zabezpieczenie.
Nie odkłada.




skomentuj (4)